lemond pisze: ↑15 mar 2020, o 21:04
Dworce i przystanki zgoda. Ale przecież w zakresie RJ to jest jakaś piramidalna bzdura co piszesz. Do obowiązków obu operatorów KMK należy m.in. (to są zapisy z umów!!!) opracowywanie rozkładów jazdy (lub realizacja rozkładów dostarczonych przez miasto - bo taka opcja też jest), jak i ich publikacja na przystankach, w internecie, wszelkich komunikatów itp. itd.
A warto zwrócić uwagę na to, że dla Mobilisa to koszty uzyskania przychodu, a dla MPK podwójny VAT (jeden za wozokilometr, drugi za rozkłady).
Bo właśnie o to chodzi, że to MPK ponosi koszty nierachunkowe. To MPK musi kupować pojazdy w trybie ciągłym, to MPK musi utrzymywać dodatkowe stanowiska, MPK ponosi wszystkie koszty zmian w organizacji, bo nie ma zastrzeżeń podczas umowy na niezmienność i wiele innych bzdur, na które muszą być pieniądze. Są miasta, które pozwalają na deficytowe działanie swoich przewoźników, ale później i tak muszą dokapitalizować swoją spółkę.
tomta1 pisze: ↑15 mar 2020, o 07:29
A to jest akurat niedorzeczne, żeby rozkłady układał operator i wysyłał do zatwierdzenia do organizatora. Powinno być odwrotnie.
Mówimy o tym, co jest.
Przecież są osoby, które — w zależności od potrzeb — pracują jako kierowcy (jak brygad jest za dużo, a ludzi za mało) lub jako mechanicy.
Ale nie na co dzień.
PanA pisze: ↑15 mar 2020, o 00:42
Poza tym MPK ma naprawdę dobrą ofertę dla pracowników.
O tak. Bardzo dobrą. Nie bez powodu do MPK od kilku lat jest ciągły nabór i są na tyle zdesperowani, że oferują pracę jako prowadzący autobus bez prawa jazdy kategorii D i bez świadectwa kwalifikacji zawodowej.
Wszędzie tak robią i to norma, a wręcz pożądane w każdym zawodzie.
PanA pisze: ↑15 mar 2020, o 00:42
Poza tym kolejny problem, że stawka dla MPK rośnie nie zwiększa wcale kosztów dla miasta, ponieważ zyski zostają w MPK, a nie rozchodzą się do prywatnych kieszeni jak u prywaciarzy.
Zwiększenie finansowania spółki nie powoduje wzrostów kosztów dla miasta. Ciekawa ekonomia.
Poza VAT-em nie, bo jeśli MPK wypracuje np. 2 mln złotych zysku, to zostaje to nadal w rękach miasta

A jak wypracuje zysk Mobilis, to te pieniądze znikają bezpowrotnie.
Zyski zostają w MPK? A to od kiedy MPK dzieli się z miastem swoimi zyskami?

To nie MPK się nie dzieli zyskami, tylko miasto aktualnie nie chce dywidendy. Krakowski holding komunalny jako akcjonariusz ma prawo do wypłaty dywidend jak chce. Ale się nie opłaca, bo CIT oczywiście.
Natomiast te pieniądze idą na późniejsze inwestycje.
Jak napisałem wyżej - we Wrocławiu właśnie w tym miesiącu Mobilis zacznie jeździć Conecto G za aż 13,08 zł za wzkm! Kraków nie będzie musiał jeździć za aż tyle właśnie dzięki temu, że te zyski z poprzednich lat nie idą do niczyich kieszeni.
A tu mówimy o Conecto. Podobnie solówki Izusu za 8,02 zł!
A krakowskie MPK jeździ lepszym taborem + hybrydy, elektryki.
Tak samo w Warszawie - Urbino 18 w zeszłym roku jeździły za 9,21 zł na koniec umowy z Warszawą - i jeszcze musiały jeździć za tę wysoką cenę z powodu... opóźnień w przetargu, czyli przy problemie nieznanym u własnego przewoźnika.
Więc mamy drugie koszty - obok dodatkowej nieunormowanej w umowach pracy, jeszcze dodatkowe koszty ryzyka przeniesione na organizatora.
Chyba jednym z fajniejszych przykładów był zeszłoroczny przykład w Szczecinie, gdzie oferent miał do zaoferowania różne stawki i np. za wozokilometr zaoferował 6,81 zł, ale za wozokilometr komunikacji zastępczej już 9 zł. Czyli po podzieleniu wychodzi, że komunikacja zastępcza w ich przypadku była o 1/3 droższa od standardowej. I nawet jeśli w Krakowie jest inny udział procentowy, tak sam fakt bycia droższą już na pewno nie.
Przecież MPK nie ma wykorzystania taboru na poziomie Mobilisa. Nie ma wykorzystania personalnego na poziomie Mobilisa - mechanicy mogą jeździć na liniach, ale właśnie głównie w sytuacjach nagłych. A przecież jedno się amortyzuje, a drudzy kosztują za etat. I nie można tych kosztów ciąć, bo później w sytuacji nagłej nie będzie czym obsłużyć. I tak w Krakowie jest z tym problem, bo gdzieś brakuje taboru. To sobie wyobraź, gdyby MPK nie miało żadnych rezerw.
Mobilis dostając pracę przewozową ma wszystko zapewnione jednocześnie: czas trwania usługi, liczbę brygad i liczbę wozokilometrów, w tym liczbę wozokilometrów rocznie, w ramach pewnych widełek. Mobilis ma zagwarantowane bezpieczeństwo wykonywania umowy i zawsze może wszystko zakwestionować. I to już jest jedna najważniejsza rzecz, ale jeszcze gorsza jest tego konsekwencja - jak ewentualne zmiany na liniach Mobilisa miałyby być naprawdę znaczące, to Mobilis ci wyskoczy i powie, że możesz mu naskoczyć i obtoczyć, a MPK poleci posłusznie kupić autobusy i znaleźć kierowców.
MPK nie ma zagwarantowane dosłownie nic i zresztą taka jest jego rola. przetargu na obsługę linii autobusowych za wysoka dla ZDiTM-u. I serio, niezauważanie tak fundamentalnych rzeczy jest po prostu totalnie dziwne.
I tu możemy wrócić do:
PanA pisze: ↑15 mar 2020, o 00:42
Poza tym MPK ma naprawdę dobrą ofertę dla pracowników.
O tak. Bardzo dobrą. Nie bez powodu do MPK od kilku lat jest ciągły nabór i są na tyle zdesperowani, że oferują pracę jako prowadzący autobus bez prawa jazdy kategorii D i bez świadectwa kwalifikacji zawodowej.
No właśnie - MPK "nie zna dnia ani godziny", bo potrzeba na pracę przewozową może się dowolnie zwiększyć czy zmniejszyć (cięcia na liniach przecież idą w koszty MPK, prawda?). Konieczność stałej korekty zatrudnienia też jest zresztą dodatkowym generatorem kosztów. Nie ma, jak w Mobilisie, że obsada jest na 10 lat i ewentualne pojedyncze znalezienie z doskoku kogoś, kto rzucił pracę.
Zorganizowanie kursów, szkoleń to jeszcze większe dodatkowe koszty niż sama rekrutacja.
No i jeszcze jedno – finansowanie MPK jest na tyle patologiczne, że gdy ZTP nakłada na MPK kary finansowe za różne różności (niepunktualna realizacja kursów, niewłaściwy tabor etc.), to MPK… odbija to sobie w cenie wozokilometra rok później. A więc bardzo im to szkodzi. Umowa z Mobilisem jest skonstruowana inaczej i im się po prostu nie opłaca wykonywać rzeczy niezgodnie z umową. A MPK — jeśli celem dostosowania do wymogów umowy muszą ponieść spore koszty — i owszem.
MPK nic nie odbija, bo cen nie dyktuje. Kraków się na to godzi zwyczajnie.
Mobilisowi tak się nie opłaca jeździć niezgodnie z umową, że wiecznie coś nie działa.
Poza tym, zawsze można rozwiązać sprawę niezgodności z umową inaczej - w MPK zawsze można wprowadzić zasadę pełnej odpowiedzialności materialnej.
Natomiast jeśli uważasz, że prywaciarz automagicznie kosztów za niedotrzymanie umowy nie wkalkulowuje, no cóż - to powiedz mi, dlaczego ceny są wysokie przy krótkich terminach realizacji? No właśnie z powodu WYSOKIEGO RYZYKA NIEDOTRZYMANIA TERMINÓW.
Tak samo jest z dostawą pojazdów, obsługą linii itd. No nie ma roku, żeby w co najmniej kilku miastach na jakimś przetargu zamawiający unieważniał ofertę z powodu przekroczenia budżetu i ponawiał z gorszymi wymaganiami.
Zresztą, doskonale wiemy, że nałożenie dużych kar za poważne przewinienia są w zasadzie zawsze oddalane przez sąd, więc wiesz, Mobilis tak naprawdę odpowiada za drobnicę, a kwestię realnie nałożonych i wyegzekwowanych kar w sumie ciekawie byłoby zobaczyć.